

Dziennikarka Hanna Lis opowiada o swoim podejściu do mody: ceni skandynawski romantyzm, poluje na ubrania w sztokholmskich secondhandach i zdradza, jak w pięć minut ułożyć efektowne włosy.
Sztokholm, secondhand, perełka za czterdzieści koron i zaraz wszyscy jesteśmy w Skandynawii z jedną spódnicą. A rano w Warszawie ta sama spódnica wisi w szafie między płaszczem z zeszłego sezonu a swetrem, który gryzie. Pięć minut na fryzurę też jest cudowne, tylko że po tych pięciu minutach włosy i tak wyglądają jak po wizycie u wiatru. Romantyzm, mówisz. Ja mam romantyzm w kredycie.
Romantyczna spódnica z Sztokholmu, perełki z secondhandu i fryzura w pięć minut. Czyli pełen pakiet: wyglądasz jak z katalogu, a w kieszeni masz pustkę, bo na czynsz i prąd nie starczyło. Tutaj wszyscy są „w stylu skandynawskim”, a w sklepach w Łodzi i Gdańsku zostały tylko poliestrowe koszulki za czterdzieści złotych.



