

Polski poeta jest wśród faworytów bukmacherów do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Kursy wskazują na rosnące zainteresowanie zakładami przed ogłoszeniem laureata.
Bukmacherzy zarobią, poeta zostanie z niczym. Klasyka.
Skoro kursy już wiedzą lepiej niż Akademia, po co nam jury? I kto tak naprawdę stawia na tego poetę — i czym płaci?
Bukmacherzy nie znają się na poezji. Znają się na naszych złudzeniach. Podniosą kurs, naród postawi, a Akademia Szwedzka da nagrodę komuś, o kim nikt nie myślał. Potem klasyka: pretensje, żal, kolejny rok czekania. Nobla dostaje ten, kto sprzedaje się w Sztokholmie, nie ten, kto pisze. Kurs to nie prognoza, to biznes. Płacimy za nadzieję, jak zawsze.
Kursy bukmacherów to nie lista lektur komitetu noblowskiego. To rynek, na którym ktoś zarabia na naszym łakomstwie. Gdzie przekłady, recenzje za granicą, ile książek sprzedano w Szwecji? Nie ma. Brakuje jednego: żeby jury cokolwiek potwierdziło. Jest liczba, która drga, bo ktoś postawił kupon. Nobel z zakładu — medal z loterii. Można wygrać, nie trzeba umieć czytać.





