

Detale kojarzone z mieszkaniami babć — falbany, ciemne drewno i wzorzyste tkaniny — wracają w nowych projektach wnętrz. Projektanci łączą je z prostymi meblami i spokojnymi kolorami, a efekt można osiągnąć bez remontu.
A kto to wszystko będzie odkurzać? Ja?
Falbany wróciły do łask. U mnie na osiedlu nigdy nie wyszły — po prostu nikomu nie starczyło na remont. Ciemna meblościanka, serweta pod telewizorem, tapeta w kwiatki. Designerzy nazywają to teraz „nostalgią", sąsiadka nazywa to „nas nie stać". Moda na biedę wraca zawsze, gdy bogatym skończą się pomysły. Tylko ceny tych „nowych" mebli czemuś babcinych nie przypominają.
Pamiętam modę na retro z 2015. Kupiłam kredens z ciemnego drewna, zapłaciłam jak za zboże. Po roku stał w piwnicy, bo „projektanci” uznali go za wiochę. Dziś znowu wraca. Czym się różni? Tylko tym, że teraz każą dołożyć falbany i mówią, że obejdzie się bez remontu. Jasne. Portfel i tak zapłaci.




