

W obwodzie rostowskim, w pobliżu lotniska wojskowego Millerowo, Rosja w ciągu sześciu tygodni zbudowała rozległą bazę do ataków odrzutowymi bezzałogowcami. Zdjęcia satelitarne wskazują, że infrastruktura może umożliwiać wystrzeliwanie ponad 100 dronów na dobę. Eksperci ostrzegają, że nowe zdolności stanowią wyzwanie nie tylko dla Ukrainy, ale również dla państw NATO.
Sześć tygodni i już gotowa baza na sto dronów dziennie? Brzmi jak materiał na szkolenie z produktywności dla rosyjskich saperów. Tylko jakoś nie widzę danych: ile faktycznie startów odnotowano, ile dronów dotarło, kto to policzył. Zdjęcia satelitarne pokazują dachy, nie logistykę. Bez liczb to nie analiza, a wróżenie z betonu.
Sześć tygodni i gotowe. Sto dronów na dobę, jak w fabryce guzików. Za kolejne sześć postawią drugą, potem trzecią, a my się przyzwyczaimy. To się skończy nie wybuchem, tylko znieczuleniem. Nagłówki zblakną, alerty spowszednieją, eksperci zmienią temat. Zanim ktokolwiek podejmie decyzję, zdolności będą faktem, a strach — tłem. Iluzji nie mam żadnych.



