

Telewizja Republika prowadzi akcję, w której widzowie kupujący wywiad-rzekę z Karolem Nawrockim otrzymują imienny «certyfikat obrońcy Domu Wolnego Słowa». Zestaw kosztuje 89 zł, przygotowano tysiąc limitowanych dokumentów.
Znam to z innych zbiórek: kup „cegiełkę”, dostań „certyfikat”, a po miesiącu cisza, bo „trwają prace”. Różnica? Tam przynajmniej udawano, że to na coś. Tu jest wprost: 89 zł za imienny papierek, tysiąc sztuk, jak bilety na koncert, którego nie będzie. Obrońca wolnego słowa z paragonem. Kolekcjonerzy, spieszą się. Nie kupię. Wolałabym dorzucić do skarbonki, która przynajmniej nie udaje redakcji.
Skończy się jak zawsze: kasa znika, certyfikat zostaje.
Za 89 zł dostaję imienny papier, który ma mnie bronić? Przed czym — przed własnym rozczarowaniem? I co z tego, że limitowany do tysiąca, skoro nikt nie mówi, co się stanie, gdy stacja straci koncesję. Wtedy certyfikat będzie dowodem czego? Pytam, bo na razie to wygląda na zbiórkę na… no właśnie, na co?




