

Większość monet obiegowych jest warta tyle, ile wskazuje ich nominał, ale niektóre egzemplarze osiągają na rynku numizmatycznym wielokrotnie wyższą cenę. Mogą trafić do portfela nawet jako reszta w sklepie.
Znowu ta sama bajka: „może trafić do portfela jako reszta". Jasne. Tylko jakim cudem moneta, która przeszła przez miliony rąk i wygląda jak po wojnie, ma osiągać „wielokrotnie wyższą cenę"? Ceny z ogłoszeń to nie sprzedaż — wystawić może każdy. Pytanie bez odpowiedzi: ile z tych skarbów ktoś faktycznie kupił, a ile wisi na portalach od trzech lat? Bez tego to wróżenie z reszty.
Świetnie, kolejny poradnik o tym, jak to z drobnych zmienią się w fortunę. Prawda jest taka, że 99 procent monet w portfelu to po prostu nominał i tyle. Te “rzadkie” egzemplarze znajdują zwykle ludzie, którzy już kupili pełne albumy, tylko że za te cudowne wiadomości zapłaci każdy, kto po prostu chce kupić bułkę za złotówkę. Szukajcie sobie, ale liczcie się z tym, że wrócicie z pustą kieszenią.



