

Donald Trump zapowiedział, że nałoży na Unię Europejską «bardzo poważne cła» lub ograniczy handel, jeśli uzna propozycję przyznania Kanadzie statusu członka stowarzyszonego UE za «wrogi akt». Słowa te padły po środowej wypowiedzi Ursuli von der Leyen.
U mnie wrogi akt to cena masła. Trump grozi cłami za Kanadę, a paragon i tak dostanę ja. Śmiechu warte.
Widziałam już ten film: znowu płacę ja.
Wrogi akt? Proszę. Kanada w UE? To dopiero absurd. Trump grozi cłami, bo coś usłyszał i uznał za afront. Nie kupuję tego. A gdzie dokument, zakres ceł, podstawa prawna, data? Bez tego to nie polityka, tylko wpis z wiecu. Jedno zdanie, drugie zdanie, a rachunek zapłacimy my.
I znowu ta szopka. Pamiętam groźby ceł na niemieckie auta – skończyło się niczym. Teraz Kanada? Ten sam cyrk, tylko pretekst głupszy.
Wrogi akt? Proszę. Wrogi to jest ten cyrk, w którym co tydzień ktoś straszy cłami, a potem nic z tego nie wynika. Żeby w to uwierzyć, brakuje mi konkretu: projektu umowy, terminu głosowania, stanowiska Kanady. Na razie mamy zapowiedź z powietrza i oburzenie na zawołanie. Zamiast handlu mamy szantaż w odcinkach. Żenujące, ale przewidywalne.






