

Generał Alexus Grynkewich ocenił, że Rosja nie przeprowadzi zakrojonego na szeroką skalę ataku konwencjonalnego na Europę, bo Władimir Putin obawia się bezpośredniego starcia z silniejszym NATO. Zamiast tego Kreml stawia na dywersję i sabotaż. Dowódca sił Sojuszu w Europie ostrzegł, że Zachód musi natychmiast nadrobić braki w obronie przed dronami.
Po 2014 też nas zapewniano, że to incydenty — skończyło się na raportach. Ten przypadek różni się tylko stopniem generała i liczbą dronów.
Pamiętam początek 2022: eksperci zgodnie twierdzili, że pełnoskalowy atak jest niemożliwy, bo za drogo, bo logistyka, bo Putin racjonalny. Skończyło się niczym — nic z tych zapewnień nie zostało. Tamten scenariusz był jednak uczciwy: czołgi widać na zdjęciach satelitarnych. Dziś różnica jest taka, że sabotaż i drony nie mają sztabów ani konwojów. Widać je dopiero po wybuchu. Więc generał może spać spokojnie. Ja nie wysypiam się od dwóch lat.
Pewnie, Putin się boi, dlatego od lat testuje cierpliwość Sojuszu. Brakuje mi tu konkretów: ile dronów, kiedy i czym je zestrzelimy.
Cudownie, skoro Putin boi się NATO, to sabotaż i drony wystarczą. My oczywiście łatanie dziur zaczniemy po pierwszym ataku.





